| Mikołaj jak inwestor daje pieniądze i uczy je pomnażać |
|
|
|
| 07.12.2011. | |
|
O tym, jak oszczędzać, mówmy dziecku, zanim nauczy się liczyć W takich dniach jak dziś zasypujemy je prezentami, a czasem nawet wręczamy gotówkę. Pytanie, czy przy tym wszystkim uczymy nasze dzieci gospodarowania. Czy przypadkiem nie wychowujemy pokolenia, które uważa, że bankomaty dają pieniądze na każde żądanie, a oszczędzają frajerzy. Amerykański inwestor i biznesmen Robert Kiyosaki uważa, że przyczyną obecnych kłopotów USA i Europy jest właśnie to, że jako dzieci nie nabywamy wystarczającej wiedzy na temat ekonomii. – W dorosłym życiu wiemy, jak pracować za kasę, ale nie wiemy, jak sprawić, by ta kasa pracowała na nas – twierdzi Kiyosaki, który do finansowego motywowania dzieci zachęca w książce „Bogaty ojciec, biedny ojciec”. Kiedy rozpocząć taką naukę? – Jak najwcześniej, gdy dziecko nie umie jeszcze liczyć i nie zna wartości pieniądza. Wtedy można już uczyć je oszczędzać zabawki czy ubrania. A już 4-, 5-latek jest w stanie pojąć, że trzeba odłożyć pieniądze np. na wakacje czy zakup zabawki – uważa Bogusława Rajska, koordynator projektu „Od grosika do złotówki” prowadzonego przez Fundację Młodzieżowej Przedsiębiorczości i Fundację Kronenberga. W jego ramach uczniowie I i II klas szkół podstawowych poznają podstawy ekonomii. Dowiadują się, jak funkcjonują banki, że oszczędzanie się opłaca, uczą się uodparniać na reklamy. Wszystko w formie zabawy. – Z dzieckiem lepiej bawić się w bank, niż mu o nim opowiadać – zachęca Jacek Santorski, psycholog biznesu. Instrukcję, jak to robić, daje m.in. Owen David w książce „Bank Taty”. Pisze, że skarbonka jest dobra dla 3-latka, a już pięciolatek powinien uczyć się, jak pracują pieniądze i jak je pomnażać. Tyle że zysk z lokaty na poziomie 5 proc. rocznie będzie dla niego całkowitą abstrakcją. Trzeba dać mu 5 zł i zadeklarować, że jeżeli ich nie wyda, to pod koniec tygodnia będzie miał z tego dodatkowe 2,5 zł. Czyli zysk wyniesie 50 proc. Eksperci zwracają uwagę, że dzieci obserwują zachowania dorosłych i jeżeli rodzice są rozrzutni, to ich pociechy albo również takie będą, albo zajmą skrajnie opozycyjną postawę i staną się sknerami. – Dlatego tak ważne jest uczenie ich gospodarności na własnym przykładzie – mówi Santorski. Bogusława Rajska zachęca, aby dzieci uczestniczyły w planowaniu wydatków rodzinnych. Warto dać im wybór, czy wolą w danym miesiącu otrzymać zabawkę, czy np. pójść do kina. – Pamiętam sześciolatka, który na pytanie, czym jest planowanie wydatków, opowiedział o problemie deficytu budżetowego i długu publicznego. W domu rodzice tłumaczyli mu zasady funkcjonowania nie tylko kasy domowej, lecz także państwa – śmieje się Rajska. Co zatem dać dziecku na mikołajki? – Na pewno nie pieniądze. To magiczny dzień, więc niech i prezenty będą magiczne – mówi Santorski. A najbardziej przedsiębiorcze dzieci i tak zaraz po ich rozpakowaniu pobiegną ogłosić je na Allegro. Dzieci szybko się uczą gospodarności podczas zabawy. Źródło: Dziennik Gazeta Prawna | 6.12.2011 | Rubryka: Życie gospodarcze | Strona: 2 | Autor: Łukasz Bąk |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|










