|
Tomasz W. znalazł pomysł na łatwy i szybki zarobek. Wykorzystał do tego techniczne nowinki i coraz większą popularność zakupów w internecie. A także ludzką naiwność.
Allegro.pl, mające siedzibę w Poznaniu, nazywane jest największym sklepem w Polsce, choć istnieje tylko jako portal internetowy. Codziennie korzystają z niego tysiące osób szukających tanich towarów wystawianych przez innych użytkowników sieci. Znaleźć można dosłownie wszystko. Od używanych ubrań poprzez meble i samochody po bardzo drogi sprzęt specjalistyczny. Obroty sięgają milionów złotych. Gros transakcji przebiega bez problemów, bo internauci weryfikują swoją uczciwość poprzez wystawianie komentarzy do każdej operacji. Pozytywnych bądź negatywnych. Niestety, tam, gdzie są duże pieniądze, jest też spora grupa hochsztaplerów. Większość działa w ordynarny sposób, jednorazowo wystawiając towar do sprzedaży, a po otrzymaniu pieniędzy zrywając kontakt z nabywcą lub wysyłając mu... cegłę. Historia, którą chcemy opisać, jest inna. "Nasz" oszust działał bowiem bardzo przebiegle i zaskakująco skutecznie. Tupet przestępcy 20-letni Tomasz W. nigdzie na stałe nie pracował. Imał się tylko dorywczych prac. Po prawdzie łatwo nie mógł znaleźć jakiegoś dochodowego zajęcia przede wszystkim dlatego, że edukację zakończył na szkole podstawowej. Mieszkający w podpoznańskim Luboniu mężczyzna lubił za to zabawę, a na to potrzebował pieniędzy. I to sporych sum, bo uwielbiał również popisywać się swoim samochodem, w który sporo inwestował. Kombinował więc już od młodzieńczych lat, aby zdobyć fundusze. Oczywiście, w sposób nielegalny. Trzy razy był karany za rozmaite oszustwa. Dotychczas jednak kończyło się łagodnymi wyrokami i Tomasz W. poczuł się bezkarny. Równocześnie jednak zyski z dotychczasowych malwersacji nie zadowalały młodego mężczyzny, który zaczął myśleć o zdobyciu fortuny. Uznał, że do osiągnięcia tego celu najlepszy będzie internet, który w jego odczuciu - na szczęście błędnym - zapewniał całkowitą anonimowość. Wstępem do przestępstwa, które później wymusiło zaangażowanie policjantów z całej Polski, było znalezienie pod koniec 2004 r. strony z opisem różnych sztuczek związanych z siecią. Był tam między innymi instruktaż, jak wejść na czyjeś konto w Allegro, oraz program pocztowy, pozwalający podszyć się pod pracowników portalu aukcyjnego. Tomasz W. uznał, że to jest właśnie to, czego szukał. Z ogólnie dostępnych informacji na stronie Allegro wybrał ponad sto przypadkowych osób i wysłał do nich maile. Podając się za pracownika internetowej firmy informował o rzekomo powstałych nieprawidłowościach i prosił o podanie hasła, bo bez tego nie będzie można ich usunąć. Co zdumiewa, wiele osób pozytywnie zareagowało na tę prośbę. - Około 30 osób przysłało mi swoje hasła dostępu - przyznał Tomasz W. Była jednak szansa, że oszust nie zdąży zarobić na ludzkiej naiwności, bo ktoś czujny powiadomił kierownictwo Allegro o dziwnych mailach, a ci natychmiast zwrócili się do miejscowej policji. Z namierzeniem wysyłającego tajemnicze wiadomości nie było problemu, bo Tomasz W. robił to korzystając z komputera w domu swojej babci. Policjanci od razu się tam udali i zabrali sprzęt, który wykorzystano do przygotowania oszustwa. Problem polegał na tym, że Tomasz W pozostał na wolności, a przed pojawieniem się stróżów prawa zdążył spisać wszystkie hasła. I nie zamierzał porzucić tak cennych informacji. Postanowił być tylko ostrożniejszy. Dlatego kupił laptopa, a od znajomych dowiedział się, że jedna z restauracji w centrum Poznania udostępnia za darmo swoim klientom łącze radiowe umożliwiające dostęp do intemetu. Mężczyzna natychmiast tam pojechał. Bał się wprawdzie wchodzić do środka lokalu, bo mogły tam być zamontowane kamery, ale tak długo krążył w jego pobliżu, że w końcu złapał z&sięg także na zewnątrz restauracji. Wtedy ruszył "do pracy". Na początek włamał się na in-ternetowe konta kilku osób, zmienił część ich danych, a na koniec wystawił do licytacji kilkadziesiąt telefonów komórkowych, których oczywiście nie posiadał. W pierwszych tygodniach działalności oszust podawał numer swego rachunku bankowego, ale były problemy z odebraniem pieniędzy,/bo bank nie chciał zaksięgować większości wpłat na inne nazwisko niż właściciela konta bankowego, a Tomasz W. nie podawał swego, zmieniając dane na kontach użytkowników Allegro. Został w ten sposób zmuszony do poszukania wspólników, którzy za opłatą zgodziliby się nie tylko udostępnić rachunek bankowy, ale również prawdziwe nazwisko przy zmianie danych osób korzystających z pośrednictwa portalu internetowego. Nie miał z tym żadnych problemów. Najpierw na współpracę z hochsztaplerem zgodził się Rafał Ch. Szybko jednak mężczyzna był "spalony", bo bywalcy Allegro błyskawicznie przekazali sobie wiadomość, że bierze on udział w oszustwie. To tylko na chwilę zakłóciło proceder Tomasza W., znalazł bowiem dwóch kolejnych chętnych na szybki i łatwy zarobek, Michała R. - studenta czwartego roku Politechniki Poznańskiej, oraz 29-letniego Artura W., który wprawdzie miał stałą pracę, ale zarabiał niewiele i d^ł się skusić. Tomasz W. ochoczo skorzystał z ich wsparcia i przez kilka miesięcy oferował do sprzedaży rozmaite towary. Przede wszystkim telefony komórkowe, ale również radioodtwa-rzacze, laptopy czy części komputerowe. Długa lista ofiar Działalnością Tomasza W, który został tymczasowo aresztowany 20 sierpnia 2005 r., zajęła się Prokuratura Rejonowa Poznań Stare Miasto. Śledztwo trwało niemal półtora roku i było dość trudne. Głównie dlatego, że lista oszukanych internautów była bardzo długa. Poza tym pochodzili z rozmaitych zakątków Polski, a śledczy musieli dotrzeć do każdego z nich. Problem polegał również na tym, że spora grupa osób nigdy nie zgłosiła przestępstwa, którego padli ofiarą, a to jeszcze bardziej utrudniało pracę śledczych. Ostatecznie udało się, a poszczególnych przypadków nawet nie trzeba opisywać, bo zeznania były do siebie bliźniaczo podobne. - Znalazłem ciekawą ofertę w internecie, zapłaciłem, towaru nie dostałem - mówiła większość z przesłuchanych osób. Nadzorujący śledztwo prokurator Wojciech Kiszka Tomaszowi W i jego dwóm wspólnikom postawił zarzut doprowadzenia innej osoby do niekorzystnego rozporządzenia jej mieniem w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Za to przestępstwo grozi do 8 lat pozbawienia wolności. Przed sądem nie stanie jedynie Rafał Ch.; dotyczące go materiały wyłączono do odrębnego postępowania. Tomasz W. odpowie za to, że od października 2004 r. do sierpnia 2005 r. wyłudził od 84 osób ponad 40 tysięcy złotych. Większość straciła od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. Do tego dochodzi pięć tysięcy, które uzyskał dzięki współpracy z Arturem W. oraz Michałem R. Dużo szczęścia miało kilkadziesiąt kolejnych osób, które razem mogły stracić 27 tysięcy złotych, ale w przeciwieństwie do pozostałych wykazały się ostrożnością. - Tomasz W. celu nie osiągnął, bo potencjalni nabywcy zorientowali się, że nie zgadzają się dane sprzedającego, odstręczyły ich ponadto negatywne komentarze użytkowników Allegro - powiedział prokurator Kiszka. Największą czujnością wykazał się Tomasz Z., który wylicytował kilkadziesiąt telefonów wystawionych przez oszusta. Miał za nie zapłacić ponad 5 tysięcy złotych. Ponieważ była to znaczna suma, postanowił sprawdzić wiarygodność kontrahenta przed wysłaniem pieniędzy. I zaproponował osobiste spotkanie. Gdy nie doczekał się odzewu, zrezygnował z transakcji. Tomasz W. opowiedział o przygotowaniach do przestępstwa. Do winy przyznali się również dwaj współ-oskarżeni. - Tomka znałem, bo razem chodziliśmy do szkoły. Bardzo żałuję, że mu pomagałem - zapewniał Michał R., który wykazał autentyczną skruchę. Jeszcze w trakcie śledztwa wysłał po 80 złotych każdej osobie oszukanej przy wykorzystaniu jego konta. - Ureguluję resztę, ale teraz nie mam więcej pieniędzy - zadeklarował. Szczegółowe zeznania złożył również Artur W., choć zaprzeczał, aby brał udział w hochsztaplerstwie. - Z Tomaszem W. poznałem się najakiejśimprezie. Powiedział, że sprzedaje telefony komórkowe i poprosił o udostępnienie konta bankowego. Zgodziłem się, bo nie wiedziałem, że to oszustwo - tłumaczył mężczyzna. Ciekawy proces będzie się toczył przed Sądem Rejonowym w Poznaniu. Tomasz W. z ogólnie dostępnych informacji na stronie Allegro wybrał ponad sto przypadkowych osób i wysłał do nich maile. Podając się za pracownika interneto-wej firmy informował o rzekomo powstałych nieprawidłowościach i prosił o podanie hasła, bo bez tego nie będzie można ich usunąć. Co zdumiewa, wiele osób pozytywnie zareagowało na tę prośbę. źródło: Gazeta Polska | 18.4.2007 | rubryka: Społeczeństwo | strona: 10 | autor: GRZEGORZ BRONSKI Liczba komentarzy (1) - Dodaj komentarz do artykułu: |