|
Renomowane marki od lat walczą z podróbkami. Niekiedy ich krucjata przypomina walkę z wiatrakami. O tym, że można podrobić niemal wszystko, poczynając od żywności, poprzez zabawki, odzież, telefony komórkowe, aż po części samochodowe, alkohole i leki, wie każdy. Skala i zasięg tego zjawiska porażają. Z danych zawartych w Zielonej Księdze opracowanej przez Komisję Europejską (dokument COM (98) 569) wynika, iż zjawisko podrabiania i piractwa obejmuje swym zasięgiem od 5 do 7 proc. światowego handlu i jego skala caty czas rośnie.
Jak podakomisja, w 2007 r. zajęto na granicy Unii 79 mln podrobionych lub pirackich produktów. Niekwestionowanym liderem wśród producentów podróbek są Chiny, z których pochodzi 60 proc. zajętych przez celników towarów. Gruzja i Turcja przodują w produkcji podrabianych kosmetyków, zaś Szwajcaria, Indie i Zjednoczone Emiraty Arabskie eksportują najwięcej podrabianych leków, wśród których największą popularnością cieszą się antybiotyki, sterydy i leki psychotropowe.
JAK WYNIKA Z ANALIZY STATYSTYK dotyczących skali tego zjawiska, niemal wszystkie towary padają jego ofiarą - drogie i tanie, ekskluzywne i powszechne, innowacyjne i tradycyjne. Jednak niewątpliwie najczęściej podrabiane czy też kopiowane są towary renomowanych firm z wszystkich branż. Ponieważ budowanie renomy marki i jej pozycji rynkowej wymaga dużych nakładów finansowych i czasu, prawo szeroko, w porównaniu ze zwykłymi znakami, chroni znaki renomowane i powszechnie znane. Obecnie na rynku coraz rzadziej można spotkać buty marki Abibas czy suszarki marki Brown, ponieważ producenci z tytułu praw do znaków towarowych czy wzorów przemysłowych błyskawicznie reagują w wypadku pojawienia się takich produktów. Opatrywanie produktów oznaczeniem, które jest identyczne lub podobne do renomowanego znaku towarowego, bez zezwolenia podmiotu uprawnionego - stanowi naruszenie prawa ochronnego na znak towarowy i jest zakazane w świetle art. 296 ustawy z 30 czerwca 2000 r. Prawo własności przemysłowej. Ustawa ta chroni renomowane znaki towarowe przed pasożytnictwem, czyli chęcią wykorzystania renomy znaku przez konkurenta, jak też przed deprecjacją, która może mieć miejsce np. w wypadku wykorzystania renomy znaku w sposób mogący szkodliwie wpłynąć na jego renomę, np. przez użycie oznaczenia podobnego do General Electric - Gential Electric przez producenta bielizny męskiej. Są również sytuacje, w których nie mamy do czynienia z podróbkami w potocznym rozumieniu, jednak produkt nie pochodzi od uprawnionego. Wynika to z faktu, iż produkcja markowych towarów jest prowadzona w Indiach, Chinach czy Tajlandii. Zdarza się, że właściciele tych fabryk, bez wiedzy i zgody uprawnionych podmiotów, produkują większe partie artykułów i wprowadzają je do obrotu. Dlatego też producenci starają się rozdzielić produkcję części składowych swoich produktów pomiędzy kilku podwykonawców. Nakładają również na swoje produkty zabezpieczenia, jak np. hologramy, czy też opatrują je kodami, jak ma to miejsce w wypadku dysków optycznych.
ROZSĄDNY KLIENT KUPUJĄCY w Tajlandii Roleksa za kilka dolarów nie powinien mieć większych złudzeń co do jego jakości i trwałości. Jednak z badań przeprowadzonych na zlecenie Stowarzyszenia ProMarka przez CBOS wynika, iż 24 proc. ankietowanych kupuje podróbki, bo są tańsze i nie widzą różnicy pomiędzy ich jakością a jakością produktów oryginalnych. Nie można się zgodzić z twierdzeniem, iż nie ma różnicy pomiędzy produktami oryginalnymi a podrobionymi. Kuriozalne jest również przekonanie, że mimo iż sprzedaż podróbek nie jest etyczna, to nie powinna być karalna (tak uważa 49,2 proc. respondentów badanych przez CBOS). Oczywiste jest bowiem, że na podróbkach tracą wszyscy. Konsumenci, bo nabywają towar niepełnowartościowy, Skarb Państwa, ponieważ towary te sprzedawane są najczęściej przez podmioty niepłacące podatków i działające w szarej strefie, i oczywiście producenci oryginalnych artykułów, których sprzedaż spada, a brand traci na wartości. W celu ochrony swoich praw wyłącznych do znaków towarowych czy wzorów przemysłowych przedsiębiorcy mają możliwość złożenia wniosku o podjęcie działań przez organy celne. W oparciu o taki wniosek (lub z urzędu, gdy istnieje uzasadnione podejrzenie naruszenia prawa) organy celne mogą dokonywać zatrzymań podrobionych towarów. Najczęściej do wykrycia i zatrzymania artykułów podrobionych i pirackich dochodzi na granicy przy próbie ich wwozu na teren kraju. Wśród zatrzymywanych przez celników towarów królują papierosy, alkohol i podrabiana odzież markowa. Dla przykładu, w 2009 r., tylko do początku lutego służby celne zatrzymały 7,5 mln sztuk nielegalnych papierosów. Gdyby trafiły one na „czarny rynek", straty Skarbu Państwa wyniosłyby blisko 2,5 mln zł. Jeżeli chodzi o podrabianą odzież, na początku lutego br. służby celne zatrzymały 10 tys. par butów ze znakiem Nike, które przypłynęły z Chin.
INTERNET, GŁÓWNIE za pośrednictwem sklepów internetowych czy serwisów aukcyjnych, jest - obok miejskich bazarów - miejscem, gdzie najczęściej dochodzi do handlu podróbkami. Renomowane koncerny międzynarodowe regularnie monitorują zamieszczane aukcje i wyciągają wnioski. Firma Louis Vuitton, obserwując aukcje przedmiotów wystawianych na eBayu, zauważyła, że ogromna większość towarów sprzedawanych na tej platformie i oznaczanych marką Louis Vuitton to podróbki. Skierowała więc do sądu pozew przeciwko eBayowi, na którego aukcjach w ciągu 6 miesięcy znalazło się około 400 tys. podrobionych produktów marki Dior i Louis Vuitton. Pozew dotyczył naruszenia przez serwis prawa (czerpanie zysków z tego procederu przez pobieranie prowizji od sprzedaży). W wyroku zwanym „wyrokiem w sprawie LVMH" wydanym 30 czerwca 2008 r. Commercial Court of Paris wydał trzy wyroki przeciwko eBayowi, nakazując zapłacić pozwanej platformie aukcyjnej ponad 60 mln dol. na rzecz marek Louis Vuitton i Christian Dior. W wyroku wydanym 7 lipca 2008 r. inny francuski sąd zasądził od eBaya na rzecz domu mody Hermes 30 tys. dol. z tytułu odpowiedzialności za „pośrednictwo" w sprzedaży dwóch podrobionych torebek. Jednak kwestia odpowiedzialności serwisów aukcyjnych za sprzedaż podróbek budzi wątpliwości i orzecznictwo sądów nie jest jednolite. L'Oreal przegrał w Belgii proces przeciwko eBayowi, zaś za oceanem eBay wygrał duży proces wytoczony przez Tiffany. Pomimo wszystkich swoich wad, tandety, kiepskiego wykonania, nie wspominając już o aspektach moralnych, podróbki mają wielką zaletę, która stanowi o ich niezmiennej popularności - są tanie i dają namiastkę poczucia luksusu.
Małgorzata Zielińska, zespół prawa mediów i reklamy kancelarii Krawczyk i Wspólnicy
Co to są podróbki?
Rozporządzenie Rady Europy (WE) nr 1383/2003 z 22 lipca 2003 r. dotyczące działań organów celnych skierowanych przeciwko towarom podejrzanym o naruszenie niektórych praw własności intelektualnej zawiera w art. 2 a) szeroką definicję towarów podrobionych określającą je m.in. jako „towary, łącznie z ich opakowaniami, oznaczone bez zezwolenia znakiem towarowym, który jest identyczny ze znakiem towarowym, odnoszącym się do towarów tego samego rodzaju, lub których istotnych aspektów nie można odróżnić od takiego znaku towarowego i które w związku z tym naruszają prawa posiadacza danego znaku". Art. 2 b) powyższego rozporządzenia zawiera definicję towarów pirackich, tj. „towarów, które są kopią lub zawierają kopie wykonane bez zgody uprawnionego z tytułu prawa autorskiego lub praw pokrewnych lub prawa do wzoru". Pojęcie towarów pirackich ogranicza się więc do kopii. źródło: Marketing & More | 9.3.2009 | rubryka: prawo podróbki | strona: 34 | autor: Małgorzata Zielińska Liczba komentarzy (0) - Dodaj komentarz do artykułu: |