|
Skradziony blisko 30 lat temu pierwodruk „PanaTadeusza” wrócił do Biblioteki im. Piłsudskiego w Łodzi. Dzieło wy tropiono na aukcji internetowej. Najpierw było zgłoszenie z biblioteki. – Dyrekcja zaalarmowała nas, że jest na tropie dzieła skradzionego wiele lat temu – mówi Adam Skrzypa, komendant poleskiego komisariatu. Później było śledztwo i poszukiwanie internauty, który wystawił epopeję z bibliotecznym stemplem na Allegro.
A wczoraj po południu Barbara Czajka, dyrektorka biblioteki, mówiła przejęta: – To na pewno nasza książka. Historia zaczęła się w latach 80., kiedy paryskie wydanie dzieła Adama Mickiewicza z 1834 roku umieszczono na wystawie w bibliotece przy ul. Gdańskiej w Łodzi. Biblioteka – dziś jest to Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna imienia Marszałka Józefa Piłsudskiego, przed laty nosiła imię Ludwika Waryńskiego – organizowała ekspozycję poświęconą wieszczowi. Jednym z cenniejszych eksponatów był właśnie zabytkowy „Pan Tadeusz” z bibliotecznych księgozbiorów. Dzieło znikło z gabloty w niewyjaśnionych okolicznościach. Czajka: – Nie pracowałam wtedy w bibliotece, nie zachowały się też żadne notatki dotyczące tego zdarzenia. Ale starsi pracownicy pamiętają, że książka została z gabloty skradziona między 1983 a 1985 rokiem. W policyjnych archiwach po tej kradzieży nie ma nawet śladu. Komendant Skrzypa: – Sprawa dawno już się przedawniła, akta z tamtych lat nie istnieją. Jeżeli nawet było prowadzone jakieś śledztwo, to my na ten temat nie mamy już żadnych informacji. Ale sprawa „PanaTadeusza” wróciła niespełna dwa tygodnie temu. – Zaprzyjaźniony z biblioteką antykwariusz poinformował nas, że na Allegro wystawiana jest na licytację książka z naszym stemplem sprzed lat – opowiada Czajka. – Przeprowadziliśmy swego rodzaju wewnętrzne śledztwo, porozmawialiśmy o tamtych wydarzeniach z pracownikami, którzy mogli pamiętać. Wiele wskazywało, że jesteśmy na tropie utraconej książki. Czajka przyznaje, że w bibliotece pojawiły się pomysły, aby próbować odzyskać „PanaTadeusza” na własną rękę. – Zdecydowaliśmy się jednak za– była to dobra decyzja. Do akcji wkroczyli funkcjonariusze z zespołu do walki z przestępczością przeciwko dziedzictwu kulturalnemu. – Najpierw musieliśmy dotrzeć do internauty, który chciał sprzedać dzieło. To nie było łatwe, bo ten człowiek, 32-letni łodzianin, wyprowadził się z mieszkania, w którym był zameldowany – informuje młodszy aspirant Rafał Rachwał, który zajmował się poszukiwaniami „PanaTadeusza”. Gdy policjanci w końcu dotarli do internauty, ten zapewniał, że zabytkowy egzemplarz nie jest jego własnością. Mówił policjantom, że wystawił go na aukcję na prośbę swojego kolegi, również 32-letniego łodzianina. A tamten przysięgał stróżom prawa, że o żadnej kradzieży nie miał pojęcia. – Poinformował, że księga jest pamiątką i odziedziczył ją po zmarłej babci – relacjonuje Rachwał. Obaj mężczyźni zostali przesłuchani. – Nie prowadzimy sprawy kradzieży, tylko ewentualnego paserstwa. Na razie nie ma jednak mowy o jakichkolwiek zarzutach. Musimy sprawdzić, jak toczyły się losy skradzionej książki – informuje komendant Skrzypa. W policji i w bibliotece radość. – Bo zdążyliśmy w ostatniej chwili. Był już kupiec z Katowic, który chciał dać za ten egzemplarz 10 tysięcy złotych. Gdyby doszło do transakcji, biblioteka mogłaby nie odzyskać już nigdy swej własności – tłumaczy Rachwał. Wczoraj przedstawiciele biblioteki skrupulatnie oglądali odnaleziony tom. – Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że jest nasz – zapewnia Czajka. – Książka nie jest w najlepszym stanie, okładka mocno zniszczona. Ale dla nas to i tak jedna z cenniejszych pozycji wksięgozbiorze. „Pan Tadeusz” wrócił do biblioteki. Na razie tymczasowo, bo policjanci uznali, że będzie mu tam lepiej niż w komisariacie. Wkrótce prokuratura ma zdecydować o oficjalnym przekazaniu dzieła bibliotece.
źródło: Gazeta Wyborcza | 18.2.2010 | rubryka: Łódź | strona: 1 | autor: AGNIESZKA URAZIŃSKA Liczba komentarzy (0) - Dodaj komentarz do artykułu: |