|
Nowe portale rzucają rękawicę gigantowi. Chcą pośredniczyć w handlu między internautami, nie pobierając za to opłat. Liczą, że w ślad za dużą liczbą klientów pójdą reklamodawcy, dzięki którym będą mogły zarobić.
Już co trzeci Polak coś w internecie sprzedał lub chętnie by się za taki handel zabrał. Nic więc dziwnego, że coraz więcej serwisów internetowych chce im dać taką możliwość. Twierdzą, że social selling - tak nazywa się pośredniczenie w drobnym handlu między internautami bez opłat i prowizji - właśnie ze względu na sporą grupę zainteresowanych jest przyszłością e-handlu.
Armatę sprzedam
Kolekcja modeli pociągów już za 10 zł, klaser ze znaczkami za 25 zł, poroże jelenia z 1883 roku za 2000 zł - na portalu Sprzedajemy. pl, o którym sami twórcy mówią "internetowy pchli targ", dwa tygodnie od startu można znaleźć już prawie 14 tys. przeróżnych zalegających do tej pory w domach rzeczy, których właściciele postanowili się pozbyć.
Według badania przeprowadzonego przez Instytut Badawczy Homo Homini taki drobny handel internetowy ma przed sobą sporą przyszłość. Jeden na trzech internautów chętnie sprzedałby jakieś swoje przedmioty w sieci - czy to chcąc się ich pozbyć, czy wymienić na nowsze. A że szacunkowo każdy ma w domu niepotrzebnych przedmiotów na około 3000 zł, to jest czym handlować.
- Właśnie do takich drobnych klientów, takich Jasiów Kowalskich, kierują się serwisy socialsellingowe -tłumaczy Paweł Lipiec, analityk rynku e-commerce. -Twórcy takich platform planują to tak: wprawdzie drobni internauci nie dysponują dużymi sumami, ale jest ich tak wielu, że łącznie są ważnym rynkiem.
Internauci, którzy nie kupują w sieci, tłumaczą w badaniu Homo Homini, że w znacznej części nie robią tego, bo brakuje im zaufania do internetu lub nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Nowe serwisy przekonują: u nas będzie prościej, bez opłat, a do tego będzie można sprawdzić sprzedawcę, bo żeby wystawić i kupić przedmiot, trzeba się będzie zalogować pod własnym nazwiskiem. Sprzedajemy.pl, które twierdzi, że może wręcz zagrozić potentatowi polskiego e-commerce, czyli serwisowi aukcyjnemu Allegro, zapowiada, że zdobędzie 5 mln klientów. Tomasz Piotrowski ze Sprzedajemy.pl tłumaczy, że serwis wraca do formuły, od której Allegro wychodziło. - Miało to być miejsce handlu dla zwykłych internautów, dziś jednak jest raczej platformą dla normalnych sklepów internetowych - mówi Piotrowski. Podobny model sprzedaży chce wprowadzić serwis Kupuje.to. W obydwu, aby sprzedawać i kupować, trzeba mieć konto na Facebooku, dzięki któremu będzie można skontrolować, czy kontrahent jest prawdziwą osobą, a nawet podpytać o opinie na jego temat potencjalnych wspólnych znajomych.
Reakcja potentata
Grupa Allegro wyczuła zagrożenie. Zmianiła profil serwisu z drobnymi ogłoszeniami Szerlok.pl na Tablica.pl i nastawiła go na lokalne społeczności. Z nową wersją strony można dodawać ogłoszenia w każdym mieście powiatowym lub dzielnicy większego miasta. Teraz serwis ma ułatwić prywatnym osobom sprzedaż, bo formularz wystawiania aukcji i sam system zabezpieczający transakcje na Allegro dla niektórych osób są zbyt skomplikowane.
Na rynku drobnego e-handlu już sporo się dzieje. Bardzo popularnym miejscem wystawiania ofert jest serwis Gumtree.pl, którego właścicielem jest eBay. Także na prywatnych kontach na Facebooku regularnie pojawiają się ogłoszenia kupię - sprzedam. - Target na pewno jest. Jednak ciężko przewidzieć, czy zechce korzystać właśnie z takich narzędzi - mówi Paweł Lipiec. źródło: Dziennik Gazeta Prawna | rubryka: Polska | strona: 7 Liczba komentarzy (0) - Dodaj komentarz do artykułu: |