|
W internecie kierowcy czyszczą swoje konta - Policjanci: za to grozi do pięciu lat więzienia. Jechałeś dwa razy szybciej, niż pozwalał na to znak i nagrał cię fotoradar? Dziesięć punktów karnych. Ale wystarczą dwa tysiące złotych i będzie po kłopocie. Jak?
W sieci kwitnie handel punktami karnymi. Znalezienie w internecie osoby z Dolnego Śląska, która chętnie kupi lub sprzeda swoje punkty karne za wykroczenia drogowe, nie stanowi żadnego problemu. A wszystko dlatego, że niektóre zdjęcia z fotoradaru są tak niewyraźne, że nie widać twarzy kierowcy. Procedura jest następująca. Kierowca przekracza prędkość. To wykroczenie rejestruje fotoradar. Po pewnym czasie na adres właściciela samochodu przychodzi mandat wraz z liczbą punktów karnych. Dowodem jest załączone zdjęcie. Zwykle widać na nim markę samochodu i tablicę rejestracyjną. Zdarza się jednak często, że twarz kierowcy jest rozmazana i praktycznie niemożliwa do identyfikacji. Zadaniem właściciela samochodu jest ustalenie, kto wtedy prowadził pojazd. Liczba punktów karnych obciąży konto tej osoby, która się do tego przyzna. Dla części sprawców wykroczenia to oznaczałoby utratę prawa jazdy. Na rok można bowiem dostać maksymalnie 24 punkty karne lub 20, gdy kierowca prawo jazdy ma niespełna 12 miesięcy. Kto przekroczy limit, musi zdawać egzamin. Cwani piraci drogowi poszukują więc kierowcy, który nie nałapał punktów i potwierdzi na policji, że to właśnie on prowadził samochód. Znaleźć taką osobę nie jest trudno. Wystarczy wejść na portal internetowy o tematyce samochodowej albo serwis aukcyjny. Anonsów o temacie „Przyjmę punkty" jest sporo. Sprawdziliśmy, jak to działa. Ogłaszającemu się w ten sposób mówię, że dostałem nieczytelną fotkę z radaru i grozi mi 7 punktów karnych. Jeśli się przyznam, przekroczę 24 punkty i stracę prawo jazdy. Cena zapozbycie się kłopotu to 200 zł za jeden punkt. Próbuję się targować. Mój rozmówca jest niewzruszony. Twierdzi, że to i tak taniej niż nowy kurs (1500 zł) i egzamin (ok. 130 zł). On dostanie pieniądze, a ja zachowam prawo jazdy. - Takie oferty kupna punktów składają ci, którzy żerują na ludziach i nie znają prawa - mówi podinsp. Mariusz Mikłos, naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. I tłumaczy, że jeśli zdjęcie jest nieczytelne, a właściciel auta nie jest w stanie ustalić, kto wtedy nim jechał, to nikt nie dostanie punktów. Handlujący punktami karnymi nie dość, że popełniają przestępstwo poświadczenia nieprawdy, to jeszcze niepotrzebnie przepłacają. - Nieznajomość prawa naprawdę szkodzi - śmieje się Mikłos. Od pół roku w Sejmie jest projekt PO i PSL, który zakłada zmianę prawa drogowego. Wmyśl jego założeń, kierowcy złapani fotoradarem nie będą karani punktami karnymi. - Jeśli wszystko pójdzie dobrze, ustawa wejdzie w życie w czerwcu tego roku - zapowiada poseł PO Andrzej Czerwiński. - Zamiast punktów karnych będą wysokie mandaty. Takie prawo funkcjonuje w większości krajów europejskich. Za poświadczenie nieprawdy grozi do 5 lat więzienia.
Mniej punktów
* Od 8 lat wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego organizują szkolenia, dzięki którym można zredukować ilość posiadanych przez kierowców punktów karnych. Warunki są dwa. Nie można mieć ich więcej niż 24 i trzeba mieć prawo jazdy dłużej niż rok. Szkolenie odbywa się średnio raz w miesiącu. Czas trwania to 6 godzin, a koszt wynosi 250 złotych. Po ukończeniu takiego kursu kierowcy odejmuje się 6 punktów. źródło: Polska Gazeta Wrocławska | 11.2.2009 | rubryka: Fakty 24 | strona: 3 | autor: Błażej Przygodzki Liczba komentarzy (0) - Dodaj komentarz do artykułu: |